• Wpisów:485
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:20 dni temu
  • Licznik odwiedzin:29 074 / 1410 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jednak moja psychika jest bardzo słaba.
Nowe rany też są słabe.
Ale są, a nie powinno ich być.
Znowu upadam....

 

 
Mam ciężki charakter...
Potrafię zezłościć się w kilka sekund, płakać z błahych powodów...
Biorę wszystko do siebie...
Nie jestem idealna, nigdy nie byłam i nie będę...
Pogodziłam się z tym...
Jestem uprzejma dla tych, którzy mnie szanują...
I tak już zostanie.


 

 

Trochę się zdenerwowałem, a trochę mi się zrobiło smutno. Zawsze mi jest smutno, kiedy się przekonuję, że oceniłem kogoś za wysoko.
 

 

Nie jestem tchórzem, nie jestem odważna.
mój strach i moja odwaga nieustannie ze sobą walczą. Kto zwycięży?
Nikt.. ta walka będzie trwać.
 

 
Te myśli kotłujące się z tyłu głowy są nie do wytrzymania...
Zawsze wracają w najmniej odpowiednim momencie...
Wracają ze zdwojoną siłą...
Przejmują cały umysł...
I zostają w nas...
Później uciekają ale tyko po to by znów wrócić ...
 

 

Jest we mnie teraz coś, co w każdej chwili może wybuchnąć łzami...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mówiłam że dam radę
Nie dałam
Mówiłam że zapomnę
Kłamałam
Mówiłam że już tego nie zrobię
Zrobiłam
 

 
Umieram od środka... Tak powoli... Z dnia na dzień jest coraz gorzej... To chyba koniec... Nie umiem się już podnieść tak jak kiedyś... Upadam...
 

 
To smutne. Mieć sporo znajomych na fb, snapie, instagramie i mnóstwo numerów telefonu, a mimo to nie mieć nikogo do kogo można by się odezwać bez powodu...
 

 
Ponad rok...
Tyle wytrzymałam bez nowych ran...
Ale jest coraz trudniej...
Tego nie da się od tak pozbyć z głowy...
To po prostu tam siedzi i tylko czeka na moment...
Ten moment, w którym jesteśmy sami...
Sami ze wszystkim co rani...
Sami z sobą i myślami...
I w tym momencie najłatwiej się poddać...
 

 
Upadłam...
I powstałam dzięki pewnej osobie...
Teraz znowu upadam...
I nie wiem kiedy znowu powstanę...
Zachowuje pozory...
I nikt nic nie widzi...
Pękam od środka po raz kolejny...
I już nie mam siły...
Chce zamknąć oczy...
I już ich nie otwierać...
 

 
Myślałam, że już tu nie wrócę ale jednak jestem. Znowu wracam,może i bez ran, bez tak olbrzymich problemów ale znowu przytłoczona tym wszystkim, znowu zatracona w myślach, znowu zagubiona...

 

 
Zaboli, gdy uświadomisz sobie, że tak naprawdę nikt na Ciebie nie czeka, nie tęskni.
 

 
Kłamstwem jest, że czas leczy rany. Po prostu o czymś nie pamiętamy, dopóki znienacka nie przyjdzie taka noc, w której wszystko wróci, w której wszystko się przypomni, w której znów ból będzie nas rozsadzał i niszczył od środka...
 

 
Hej wam wszystkim. Wracam po mega długiej nieobecności. Nie wiem czy ktoś jeszcze bedzie tu zaglądał ale z czasem odbuduje tego bloga na nowo. Wiec wracam do was już teraz . Myśle że po tak długiej nieobecności przypomnę wam coś o mnie...
Hmmm...
Zacznę może od tego, że wiek to dla mnie liczba , która ma nas określać. Nie zaprzeczę, ze czasem te określenia nam pomagają, ale jeśli chodzi o: dojrzałość, umysł, odporność psychiczną to czasem wiek nie jest w stanie tego określić. Jakby nie patrzeć to dziecko może być czasem bardziej dojrzałe emocjonalnie niż dorosły człowiek.
Hmmm... wygląd czy on może nas określać ? Czy powinien mieć dla nasz jakieś szczególne znaczenie? Czy to ważne, czy ktoś ma długie włosy, czy krótkie? Co zmienia kolor oczu? Wygląd to coś ulotnego, coś co przemija.
Charakter , osobowość , zachowanie, styl bycia ... tak to zdecydowanie coś na czym powinniśmy skupić największą uwagę. Także przechodząc bardziej do mnie to jestem osoba raczej zamkniętą w sobie , nieufną. W sumie sama do końca nie wiem kim jestem ale zawsze staram się dążyć do wyznaczonych celów .
Jestem sobą i już.
 

 
Rana za raną.
Smutek za smutkiem.
Rozczarowanie za rozczarowaniem.
Śmierć.
Koniec.
 

 
Znowu ta sama sytuacja, znowu czuje się jak pusta nic nie warta szmata. Poprawka ja nią jestem. Jestem nią od kiedy zdałam sobie ze wszystkiego sprawę. Ja nie mam już na to wpływu to i tak zawsze będzie się działo mimo mojej woli.jestem nią i bedę już nią do końca życia.
 

 
SAMOTNOŚĆ
Siedzi w nas tak głęboko i każdy się jej boi mimo tego, że sie nie przyzna.
A kiedy mamy jej nadmiar to nasza psychika cierpi.
Możemy spróbować nad nią zapanować ale kiedy zatrzyma się w nas to nie można się jej pozbyć.
Ona czasem nas niszczy a czasem bardzo pomaga.
To nasz wybór czy pozwolimy jej zawładnąć naszym życiem.
Nikt nie może decydować o tym za nas samych.
Ona jest czymś co możemy pokonać jeśli bardzo chcemy.
Siła, którą ma każdy z nas jest wyjątkowa tak jak każdy z nas na swój sposób.
Coś co w małym stopniu jest dla nas dobre ale w dużym stopniu nas nieświadomie niszczy.
  • awatar Gość: Racja nieszczęsna samotność...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nigdy wiecej nie uwierzę w miłość nigdy. Od dzisiaj nie istanią u mnie słowa "kocham cię". NIenawidze siebie ze to, że byłam tak naiwna i uwierzyłam w to całe gówno zwane miłością. Jedyne czego teraz chce to po prostu zakończyć to wszystko i zniknąć z tego świata.
 

 

Nagle zdajesz sobie sprawę, że to już koniec. Naprawdę. Nie ma drogi powrotnej, jest Ci żal. Próbujesz sobie przypomnieć kiedy to wszystko się zaczęło, a zaczęło się wcześnie, o wiele za wcześnie. Wtedy zdajesz sobie sprawę, że nic nie zdarza się dwa razy. Już nigdy nie poczujesz się tak samo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Każdy inaczej uwalnia sie o smutku i złości niektórzy rysują inni słuchają muzyki a ja wole zastąpić ból psychiczny bólem fizycznym.
Moim zdaniem lepiej jest poczuć ból fizyczny, ponieważ on ma granicę a gdy sie ja przekroczy, umieramy, uwalniamy sie od tego świata. A ból psychiczny zabija nas bardzo powoli, wyniszcza naszą psychikę dzień po dniu i tak bez końca.
 

 
Kiedyś bardzo mi zależało żeby rodzice mnie docenili, żeby byli dumni. Myślałam, że juz to dla mnie przestało mieć znaczenie ale cały czas robię wszystko by chociaż raz mnie za coś pochwalili. Niestety zamiast pochwał dostaje smutne słowa, których nikt nigdy nie chce usłyszec od osób, które niby powinny nas bezwarunkowo kochać.
 

 
Żyletki by ulżyć,
Długie rękawy by zakryć rany,
Alkohol by zapomnieć,
uśmiech by pozbyć się zbędnych pytań.
  • awatar Gość: Żyletki tylko pogarszają sprawę A przekonasz sie o tym wtedy Gdy zdecydowanie zerwiesz z żyletkami Obciążone złem sumienie bardziej boli - gdy tylko minie chwilowe znieczulenie, wiesz? A opieranie sie żyletkom może tez boli, ale jesli wytrzymasz chwile pokusy, to potem przychodzi PRAWDXIWA ULGA
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
U mnie raczej
W porządku
Tylko czasami
Tak znienacka
Poleci kilka łez
Po policzku.
Tłumaczę sobie,
Że to przez wiatr.
Ale nie mogę
Dopuścić do siebie
Myśli,
Że ten wiatr
Nazywa się
Rozczarowanie.
 

 
Inni myślą, że wiedza co dla nas jest najlepsze. Oni nic o nas nie wiedza a jednak łatwo bardzo łatwo przychodzi im ocenianie nas. Oni wiedzą o nas to co pozwalamy im wiedzieć o nas, o naszych uczuciach, o naszych problemach. Ale oni tak naprawdę nie wiedzą nic.
 

 
Miałam tego więcej nie robić ale ten ból jest przyjemy.
On jest dużo lepszy niż cierpienie psychiczne.
Niektórzy uważają to za głupie i bezsensowna ale to mi bardzo pomaga.
Mam już dość tego, że cały czas się zawodzę na innych.
Chciałabym zasną i już się nie obudzić i tak nikogo by to nie interesowało a może wręcz przeciwnie cieszyłoby ich to.
Wiem jedno mi już bez różnicy to, że cierpię przyzwyczaiłam się ale chce by tym na którym mi zależy było wspaniale, by cieszyli sie tym co mają i docenili swoje szczeście.
 

 
Mam dość tego, że inni zauważają mnie wtedy gdy coś chcą.
Chciałbym być ważna dla kogoś nie tylko wtedy gdy coś chce.
Może i większość o ile nie wszyscy uważają, że jestem wredna i nic mnie nie rusza.
Ale słowa ranią nawet te wypowiedziane dla żartu bądź przypadkiem.
Nauczyłam się już, że nie można dawać im oznak swojej słabości, bo wtedy jest jeszcze gorzej.
Łatwiej udawać, że to nas nie rusza ale to nie zmienia faktu iż te słowa pozostają w naszej pamięci i powracają jak bumerang.
Nawet gdy tymczasowa potrafię udawać silną to czasami mam tego dość ale wiem, że nie mogę sobie pozwolić na to żeby widzieli prawdziwą mnie.

 

 

Mówisz mi że jestem chamska, a nigdy nie poznałeś ludzi przez których cierpiałam
mówisz mi, że jestem nieufna, a nie wiesz ile razy się zawiodłam.
mówisz że nie potrafie uszanować zdania innych, a nie wiesz ile razy
w całym życiu ktoś uszanował moje słowo
mówisz że zbyt często milczę, ale nie wiesz jak często byłam lekceważona
mówisz że często przeklinam, ale nie wiesz jak życie nauczyło mnie wyrażać uczucia.
mówisz że nie umiem odwzajemniać emocji, ale nie wiesz jak często zostałam odrzucona
mówisz że nie przywiązuje się do ludzi, ale nie wiesz ilu przyjaciół zniknęło zbyt szybko
mówisz że nie potrafie kochać i tu się najbardziej mylisz.
 

 
Ostatnie dni to czyste piekło. Ktoś przychodzi, ktoś odchodzi. Jestem dla ludzi ciężarem? Bo kiedy ktoś odchodzi, to nie po to abym szła za nim. Może to ja odchodzę chociaż tego nie zauważam. Może czasem ograniczam kontakt, lub powoduje kłótnie, nie dla tego że ten ktoś jest dla mnie nikim, tylko że znaczy dla mnie wiele i nie mogę sobie z tym poradzić. Strasznie się boję, dużo straciłam i tak nie wiele zostało. Boje się, że to wszystko stracę. Stracę to na czym najbardziej mi zależy. Nie potrafię zrozumieć ani wyrazić swoich uczuć. Tak bardzo bym chciała byście odczuli to co ja, czytając mojego bloga. Mój świat rozpada się na części. Wy o tym wiecie, nie wie to osoba która powinna najbardziej być tego świadoma. Nawet jeśli on to przeczyta to i tak nie napisze mi, że mam mu powiedzieć, że pomoże, a co najważniejsze że zaraz u mnie będzie by wysłuchać i przytulić, by otrzeć te moje łzy, które czasem nie lecą bo brak siły nawet na to.